sobota, 12 września 2015


Dzisiaj post o tym, o czym ludzie najbardziej kochają czytać. O błędach. Oczywiście cudzych. Bo o moich. A dokładnie o jednym. Zapraszam do lektury!

Błędom poświęcę tylko jeden akapit. Niedługi. Dalej będę się już tylko chwalił... To znaczy tłumaczył ;)

Wracając do błędu. Popełniłem go około dziewięć miesięcy temu podczas zakładania tego skromnego bloga. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy jak dużo czasu należy poświęcić, by prowadzić porządnego i ciekawego bloga. Przeliczyłem się i zabrakło mi czasu. A dokładniej – straciłem go po kilku miesiącach. Musiałem sprostać nowym obowiązkom i nowym wyzwaniom w moim życiu. Dlatego blogowanie musiałem odpuścić. Zwaliłem bloga na dno mojej listy priorytetów.  Za co Ciebie najmocniej przepraszam mój drogi czytelniku. Dlaczego? Ponieważ utraciłem relacje. Relacje z Tobą. Mówią, że "przyznanie się do błędu jest pewną sztuką w życiu". Ok. Przyznaję się. Nawaliłem…

ALE dość już o tym! W ramach rekompensaty podzielę się z Tobą tym, co pożerało mi czas na przygotowanie odpowiednio cuchnących wypocin na tego bloga. Były to trzy główne rzeczy:

1. PRACA
Poświęcałem jej jakieś 42% mojego ogólnego czasu w tygodniu. Fajnie było! Organizowałem konferencje i szkolenia. Pomagałem w promocji i komunikacji ciekawych klientów z dość wąskiej branży. A co najważniejsze? Poznałem kupę ciekawych ludzi! Jednak po pewnym czasie znalazłem coś lepszego. Coś co od pewnego czasu jest obiektem moich zainteresowań i po prostu mnie "jara". Bardzo miło jest robić coś ciekawego i dostawać za to $. Polecam! :)

2. Studia
Ostatnie pół roku na specjalność PR i publicystyki było równie ciekawe co poprzednie lata. Na studia poświęcałem 30% mojego czasu. Mało. Mało. Ale i zajęć było mało. W krytycznym momencie (czyt. podczas sesji) musiałem ten czas podwajać. Niestety kosztem snu. Generalnie nie polecam. Uczcie się systematycznie. 

3. Praca dyplomowa

Powyżej napisałem, że studiom poświęcałem 30% mojego czasu. Tylko w teorii, ponieważ dużą cześć mojego czasu zabierało mi pisanie pracy dyplomowej.

Oficjalnie za jej pisanie zabrałem się gdzieś w marcu. Oczywiście pomysł, temat i plan pracy miałem już dawno ustalony z promotorem. Przecież po jakiegoś grzyba chodziłem na te seminaria!(#mhm. #jasne.). Porównywałem strategie marketingowo - pr'owe Apple i Samsunga. Oficjalnie temat brzmiał "Zintegrowana komunikacja produktowa na przykładzie strategii Apple i Samsung". Dlaczego taki temat? Gdzieś podczas tych moich osobistych researchów marketingowo - pr'owych spotkałem się z opinią, że Apple jest firmą, która prowadzi doskonały marketing, a wręcz(!) - że jest wzorem do naśladowania. Stwierdziłem - trzeba to zbadać! Mówią "ucz się od najlepszych", więc postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest. A, że promotor podpowiedział, że fajnie byłoby to zderzyć z Samsungiem i ich założeniami/strategiami w tym obszarze. Takim o to sposobem powstał temat: "Zintegrowana komunikacja produktowa na przykładzie strategii Apple i Samsung."

Praca opierała się głównie na analizie poszczególnych założeń strategicznych obu marek. Porównywałem klasyczne 4P marketingowe, analizowałem reklamy, działalność w mediach społecznościowych i kontakt z mediami. Jak wyszło? - w sumie lepiej niż się spodziewałem. Powiedziano mi, że praca jak na licencjat jest mega dobra i że mam "dobry język"(zdjęcie poniżej). Co oznacza, że powinienem dużo więcej pisać naukowo. Miło :)

4. Treningi

O tak! Pomimo tego, że czasu było mało. Nie odpuszczałem! Standardowy mój plan 3 treningów w tygodniu przyniósł zamierzone efekty. Całemu ciału dawałem odpowiednie paliwo za pomocą zbilansowanej dietki. Wyliczyłem sobie coś na poziomie ok. 2500kcal. Ale nie będę kłamał, że dzień w dzień rzeczywiście tyle jadłem. Można powiedzieć, że gdzieś w 80% jadłem "czystko". Reszta to różnego rodzaju burgery, KEBABY<3, ciasta na imieninach i słodycze. A efekty są! Waga praktycznie się nie zmieniła, bo z tego co kojarzę to na fotce z zimy mam ok. 76kg na osi, a teraz waga wacha mi się między 74-75kg.

Warto też podkreślić, że od lata zacząłem całkowicie nowe treningi - kalisteniczne! Czyli te oparte na ćwiczeniach z wykorzystaniem własnego ciała - podciągania, pompki, przysiady. Powiem szczerze, że jestem wielkim fanem tego rodzaju treningów. Efekty siłowe są zauważalne z treningu na trening, a w lustrze również widzę efekty. Także polecam!

Mam nadzieje, że teraz już jest jasne dlaczego tak bardzo ostatnio tutaj wiało nudą i pustką. A także mam nadzieję, że choć trochę zrekompensowałem się tym wpisem. Od dziś będzie się tutaj o wiele więcej działo. Szczególnie na fanpage'u

Gorąco zapraszam do komentowania i lajkania wpisu! :)
5! 

0 komentarze:

Prześlij komentarz